Punta Arenas i Cieśnina Magellana

Cieśnina Magellana. Dwa słowa. Morska bryza na pozbawionej ludzi plaży. Kondory królewskie nad głową. Fale, na których unoszą mnie wybuchy nie opanowanej euforii…

Bo przecież będąc dzieckiem, nawet w najdziwniejszych fantazjach nie wpadłam na to, że kiedyś, w odległej przyszłości będę kąpać się w tym legendarnym miejscu. Ożyli bohaterowie zaczytywanych w szkolnych czasach książek, a przemierzane palcem po mapie trasy bohaterskich podróżników, żeglarzy, odkrywców nagle pojawiły się na wyciągnięcie dłoni.

Kontynuuj czytanie

Trekkingowo w Torres del Paine

Za nami prawie miesiąc podróży rowerowej. Dotarliśmy do Puerto Natales, a więc czas na kolejny punkt programu. Zamieniamy rowery i sakwy na buty trekkingowe i plecaki.
Torres del Paine, jeden z najbardziej znanych chilijskich górskich parków narodowych, wpisany na listę rezerwatów biosfery UNESCO leży na terenie andyjskiego pasma Cordillera del Paine. Spenetrowaliśmy go dość dokładnie podczas pięciu pełnych wrażeń dni wędrówki w otoczeniu bajecznych krajobrazów i ciekawej przyrody.

Kontynuuj czytanie

Pampa i wiatr

Droga z El Chalten do El Calafate przyniosła zdecydowane ułatwienie w postaci asfaltu. Ale żeby nie było zbyt nudno, znaleźliśmy specjalny odcinek wymagającego terenu, a wiatr znalazł nas sam… Taki właśnie prawdziwie patagoński, jak sobie wyobrażałam, że będzie. I był.
Choć pewnie nie powiedział jeszcze ostatniego słowa, to pamiętamy każdy kilometr, gdy przyszło nam jechać wbrew niemu… Droga do El Calafate wydawała się nie mieć końca. Ostatni odcinek 30 kilometrów jechaliśmy (jeśli to jazdą można nazwać) 5 godzin!

Kontynuuj czytanie

Fitz Roy – góra legenda

Fitz Roy – ta legendarna góra zdominowała nasze ostatnie dni. Gdy wyrosła dosłownie na wprost nas ponad jeziorem Desierto, zachwyciła swoim kształtem, Olę zmusiła do odwrócenia obrazu o 180 stopni, sympatycznego Szwajcara Leo – do podrzucenia w górę roweru wraz z sakwami, a wszystkich do pozostania na najpiękniej położonym miejscu biwakowym na świecie 😀… Następny dzień to rejs na drugą stronę jeziora (cały czas z widokiem na FR oczywiście) i znów biwak, a nawet kąpiele w rzece Electrico u jego stóp.

Kontynuuj czytanie

Z Chile do Argentyny

Argentyńskie początki nie były łatwe.

Leśne wykroty, korzenie, gałęzie czekające tylko na nasze sakwy, rozlewiska rzek i potoków, wciągające mokradła i błota, jary i skarpy. Stromo – raz w górę, raz w dół… Tak wyglądały nasze pierwsze chwile w Argentynie.

Kontynuuj czytanie

Carratera Austral, drogowa legenda chilijskiej Patagonii

Koniec drogi Carratera Austral. Ciekawej, wymagającej, zmiennej. Zaskoczyła nas wielokrotnie. Nauczyła, że nasze plany są tylko nasze, a ona i tak zrobi swoje. Nie raz zatrzyma wiatrem, spowolni grząską nawierzchnią, wyciśnie pot stromymi ściankami lub piekącym słońcem, zafunduje tumany kurzu albo ulewny deszcz.

Ale też pozwoli zachwycić się cudnymi krajobrazami, pognać z wiatrem przed siebie lub zjechać szalonym fragmentem…

Kontynuuj czytanie

Tortel – czy warto tutaj zajrzeć?

Po kilku dniach jazdy drogą Carratera Austral postanowiliśmy odbić nieco od głównej trasy i pojechać do Tortel, niezwykłej wioski portowej, która rozłożyła się na stromych, podmokłych nadmorskich pagórach.

Nasze rowery w Tortel. Każdy z innej bajki. Podobnie jak ich właściciele
Tortel

Kontynuuj czytanie

Jezioro General Carrera

Najgłębsze w Ameryce Południowej, największe w Patagonii, najpiękniejsze, jakie w życiu widziałam – jezioro General Carrera.

Aby dotrzeć do jeziora trzeba pokonać pierwsze trudności Carratera Austral – fragmenty z luźnym żwirem, strome podjazdy, odcinki paskudnej tarki, kurz wzbijany przez mijające nas samochody, a czasem bombardowanie kamieniami wystrzelającymi spod ich kół. Ale za to droga oferuje przepiękne, wciąż zmieniające się krajobrazy…

No i wreszcie jest. Jezioro General Carrera.

Kontynuuj czytanie